Odrzucony przez Onet artykuł dziennikarstwa obywatelskiego. Wyjątkowo łagodnie napisany, odrzuceniem go Onet się ośmiesza.
Dziennikarstwo obywatelskie a wolność słowa
Ostatnio Internet stał się medium znacznie poszerzającym wolność słowa. Portale internetowe, w przeciwieństwie do telewizji i radia oraz gazet, umożliwiają komentowanie zamieszczanych newsów. Fora internetowe stwarzają możliwość wymiany poglądów przez osoby zainteresowane wspólnymi ideami. Blogosfera pozwala każdemu zamienić się w jedno (albo kilku) osobową gazetę tematyczną czy publicystyczną. Dzięki Internetowi (póki co) możemy poczuć, że nie jesteśmy wodzeni za nos przez kontrolerów informacji.
Ze wszystkich wymienionych możliwości (komentarze pod artykułami, dyskusje na forach oraz założenie własnego forum, kilka blogów tematycznych) osobiście korzystam prowadząc swoją osobistą kampanię maskulisty, będącą wyrazem sprzeciwu przeciwko rozpowszechnionej mizoandrii i impulsem do walki o prawa mężczyzn, ale też wypowiadając się na wiele innych tematów, w których ślepe podążanie za, często absurdalną, opinią większości mi nie wystarcza.
Kiedy więc pojawił się kolejny sposób na poszerzenie wolności słowa, dziennikarstwo obywatelskie, postanowiłem i z niego skorzystać, oczywiście nadal nie czując poddańczego respektu dla mitów mas.
Pomysł dziennikarstwa obywatelskiego wydaje się być genialny. Wiele osób mających coś mądrego do powiedzenia czym chciała się podzielić z innymi zawiedziona jest komentowaniem newsów, gdzie sporo wypowiedzi stanowi prowokacje, gdzie ludzie często wchodzą tylko rzucić obelgę i nie czytać dalej, co się z nią stanie, i gdzie pisze się skrótowo i nie mając pewności, czy ktoś nasze słowa w ogóle przeczyta. Z drugiej strony blogi, które powinny raczej obejmować jakieś ogólne zagadnienie a nie poruszać po łebka różne tematy, do komentowania bieżących spraw, które rozgrzewają tłumy, mniej się nadają.
W takiej sytuacji, dla osób pragnących wyrazić swoje przemyślenia w sposób trochę bardziej ścisły i poważny, dziennikarstwo obywatelskie wydaje się świetnym rozwiązaniem.
Z drugiej zaś strony portal wprowadzający taką innowację sam zyskuje na jakości. Przecież wprowadzanie funkcji komentowania newsów też nie jest obowiązkowe, jednak wprowadzając tę możliwość portal zyskuje na wiarygodności, poszerza swoje zaplecze o nie zatrudnione u siebie osoby, które zaczynają czuć się częścią portalu i zwiększa ilość odsłon, mnożąc tym samym swoje zyski z reklam.
To samo tyczy się dziennikarstwa obywatelskiego, które ukazuje portal jako ostoję wolności słowa, wiąże z nim niezależne od siebie osoby (wnioskując chociażby ze swojego przykładu, od kiedy prowadzę kilka blogów na Onecie, zaczęło mi zależeć na tym, aby portal utrzymywał swoją wiodącą pozycję na rynku) oraz zwiększa ilość odsłon notowanych przez ten portal a przez to jego wpływy z reklam.
Zdając sobie z tego wszystkiego sprawę, bardzo zaskoczyła mnie stosowana w ramach nowej opcji praktyka oceniania przez administrację portalu nadsyłanych artykułów jako obiektywnych bądź nie. Stało się tak z wielu powodów.
Po pierwsze, nikt z nas obiektywny nie jest. Zgadzanie się z większością nie świadczy o obiektywizmie. Często może natomiast świadczyć o innych „przymiotach”. Z tego powodu wyszukiwanie „kontrowersyjnych” artykułów i ostrzeganie przed nimi może mieć tyle sensu co ostrzeganie przed witaminami w owocach.
Po drugie, im bardziej kontrowersyjny artykuł, tym siłą rzeczy więcej odsłon tego artykułu, a także więcej komentarzy do niego i kolejnych odsłon z tego tytułu. Wystrzeganie się kontrowersji mogłoby być uzasadnione jedynie, gdyby psuło opinię portalowi, zmniejszając w ten sposób ilość odsłon bardziej niż ją zwiększając. Jednak wszyscy zdają sobie chyba sprawę, że widoczni z boku dziennikarze obywatelscy są niezatrudnionymi przez Onet i nie związanymi z nim internautami, nie sprawdzanymi przez portal i nie firmowanymi przez niego (zresztą portal sam się zastrzega, że prezentowane materiały są tylko opiniami autorów).
Poza tym wiele cech materiałów prezentowanych przez portale informacyjne tytułowanych jest tak, aby wzbudzić (nieuzasadnione) zainteresowanie czytelników. Nie ma w tym nic dziwnego, reklama (również materiałów informacyjnych) rządzi się swoimi prawami. Również kontrowersyjne komentarze pod artykułami są często przepuszczane. Nie ma w tych działaniach żadnej szkodliwości dla portalu, nie powinno jej więc być również w prezentowaniu materiałów dziennikarstwa obywatelskiego.
Po trzecie wreszcie, jeżeli już decydować się na ostrzeganie czytelników przed danym artykułem, to profesjonalnie. Etykietka „Zawartość merytoryczna, styl lub forma tego materiału mogą odbiegać od standardów przyjętych w dziennikarstwie” zdecydowanie nie wystarczy. Przede wszystkim nie pozwala zdezorientowanemu autorowi zrozumieć, co w opinii administracji zrobił nie tak. Przydała się chociaż informacja na temat tego, które miejsca artykułu są kontrowersyjne i pod jakim względem (merytorycznym, stylu czy formy) takie są. Jeszcze lepiej, gdyby taki artykuł był krótko i ogólnie komentowany przez administrację.
Ale przede wszystkim, niezależnie posłuchania lub nie moich rad, artykuł zaetykietowany jako niestandardowy nie powinien być zamiatany pod dywan. Powinien pojawiać się wraz z innymi artykułami dziennikarstwa obywatelskiego, o ile tylko napisany jest starannie (tymczasem niechlujne ale „za to” płytkie artykuliki często pojawiają się w dziale DO).
Dziś ofiarą moich niestandardowych przemyśleń padł artykuł „Re(we)lacje z Iranu” (powinien być łatwy do odszukania w prawym górnym rogu wśród „Innych artykułów maskulizm.org, na wszelki wypadek podaję jednak również link):
http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem ... tykul.html Spędziłem nad nim kilka godzin, które powinienem był przeznaczyć na pisanie pracy doktorskiej, a której pisanie przerwałem, z powodu nagłości tematu Irańskiego.
Wcześniej również inne moje artykuły, pisane w zupełnie innym duchu i na zupełnie inne tematy, „Mordercy murzynów” oraz „Kaganiec nałożony nauce”
http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem ... tykul.html http://wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem ... tykul.html ,
czyli w sumie płowa z moich artykułów (3/6) okazało się pracą na marne. Takie zdarzenia sa bardzo deprymujące i zniechęcają do pisania w ogóle.
Dlatego zachęcam Onet do kontynuacji dawnej polityki i nie odgradzania się od internautów. Jako medium internetowe portal powinien postawić bardziej na ten drugi określnik i mieć więcej wspólnego z internetową społecznością niż z „praktykami medialnymi”. A my, jako internauci nie powinniśmy stać z założonymi rękami, tylko zachęcić administratorów do obrony wolności słowa.
Zgodnie z tym apelem postanowiłem od dzisiaj przeglądać zakładkę „innych artykułów” każdego autora dziennikarstwa obywatelskiego i komentować je. O to samo apeluję również do innych internautów, którym leży na sercu dotychczasowa atmosfera Internetu. Kiedy czytacie jakiś niekontrowersyjny artykuł dziennikarza obywatelskiego, przy okazji odwiedzajcie i komentujcie wyświetlone w lewym górnym rogu inne jego artykuły. A nóż traficie na coś „kontrowersyjnego”, jednak przez to ciekawszego i wartościowszego.